Dostajesz nową wiadomość. Co robisz, gdy przychodzi SMS lub wiadomość na Facebooku? Odpisujesz.

  A kiedy Ty piszesz wiadomość do kogoś, ktoś ją odczyta, nie odpisuje, to jak wtedy reagujesz? Napewno się wtedy denerwujesz i złościsz. Zauważył to pewien informatyk z Azji, z Hongkongu i wymyślił aplikacje, którą nazwał Slowly. Aplikacja ta polega na wysyłaniu wiadomości do różnych osób w świecie, ale w czasie rzeczywistym. Nie w takim czasie jak to byśmy dzisiaj wysłali wiadomość z Florentynowa do Nowego Jorku w ciągu sekundy, ale ta wiadomość w jego aplikacji dochodzi jakby był to list. Po 10-14 dniach.

  Zauważył ten człowiek, że dzisiaj ludzie stali się niewolnikami szybkośći wysyłanych i odbieranych informacji. Mówi, żeby człowiek żył właściwie to trzeba, aby zwolnił. To zwolnienie przekazywania informacji jest pewnym krokiem do tego, abyśmy nauczyli się żyć wolniej. To jest pewien paradoks dzisiejszego świata. Z jednej strony chcielibyśmy, żeby wszystko działo się natychmiast. Może wielu z Was chciałoby już dojść do Jasnej Góry. Chcielibyśmy, aby natychmiast zagotowała się woda w czajniku na herbatę. Żeby natychmiast ktoś coś dla nas zrobił. Żeby natychmiast zaczęło działać urządzenie, które się zepsuło. Żeby natychmiast coś się wydarzyło. I przyzwyczailiśmy się może do tego , że wiele rzeczy dzieje się natychmiast, od razu na moje życzenie. Takie niebezpieczeństwo dotyka także nasze życie wiary. Widzimy, że czasami może się tak zachowujemy, że prosimy o coś Pana Boga i chcemy by to natychmiast spełnił. Żeby natychmiast wypełnił moje modlitwy, moje marzenia, moje pragnienia. Żeby to się stało jak się przełącza kanały w telewizorze, czy zmienia się strony internetowe. Jest to pewne niebezpieczeństwo, które coraz częściej dzisiaj wkrada się w świat religii. Teologowie nazywają te sprawę TEOLOGIĄ SUKCESU. Coś, co przyszło do nas ze świata protestanckiego i zakorzeniło się niestety w wielu wspólnotach katolickich. Takie przekonanie, że wiara w Pana Boga, wyrażanie tej wiary w różny sposób jest gwarancją sukcesu. Niektórzy nawet mówią, że wiara może prowadzić do bogacta, do zdrowia i dobrobytu- a niewiara do ubóstwa, chorób i nieszcześcia. Reprezentanci tej teologii twierdzą, że można w sposób szczęśliwy, bez cierpienia, bez większych trudności przejść przez życie. Należy się tylko modlić, wznosić do Pana Boga swoją myśl, a On na pewno zagwarantuje mi to,że w moim życiu nic złego się nie wydarzy. Zwolennicy takiego patrzenia na wiarę bardzo szybko przekonują się, że Bóg nie jest Tym, który natychmiast spełnia moje prośby. W dzisiejszej Ewangelii patrzymy na dziesięć Panien, które może by chciały,aby natychmiast Oblubieniec przyszedł do nich. Żeby natychmiast weszły na gody weselne. Żeby natychmiast spełniło się to, na co czekały. Tymczasem tak nie jest. One przez ten krótki czas nocy, długo przecież nie czekały, bardzo szybko przekonały się o tym, że Bóg to jest Ktoś, kto chce dać każdemu z nas czas. Papież Franciszek bardzo wiele razy w swoich przemówieniach krytykuje tę teologię sukcesu i mówi, że Zbawienie, które daje nam Jezus to nie jest teologia sukcesu. Jest to Dar Jezusa, który każdy z nas może otrzymać, a który nie zależy od tego w jaki sposób ja mniej więcej postępuję, co robię. Zbawienie nie zależy tylko od mojego nastawienia, moich emocji jakie mam względem Pana Boga, od mojego ostatecznie wysiłku. Dzisiaj patrzymy z wdzięcznością na postać św. Edyty Stein-Teresy od Krzyża. W Kolonii jest piękny pomnik św. Teresy. Teresa, która pokazana jest jakby w trzech postaciach. Młodej, pięknej dziewczyni, zachwyconej filozofią, a więc pewną drogą myślową spotkania z Panem Bogiem, drogą wysiłku rozumu, aby zrozumieć świat, człowieka, a ostatecznie Boga. Potem zakonnicy karmelitańskiej, która przywdziewa habit, jako żydówka przechodzi na katolicyzm i tam odkrywa jakby kolejną część tej prawdy o Bogu i człowieku. Wreszcie trzecia postać na tym pomniku to jest umęczona obozem nazistowskim koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Młoda kobieta, która po kilku dniach od aresztowania oddała swoje życie za Wiarę i jak sama powiedziała do swojej siostry, za swój naród, za naród żydowski. Na tym pomniku jest taki napis: " Kto szuka prawdy szuka Boga, choćby o tym nie wiedział'' 

Moi Drodzy, może kiedy i w nas jest taka pokusa, żebyśmy chcieli natychmiast wiele rzeczy osiągnąć to pomyślmy dzisiaj o św.Teresie Benedykcie od Krzyża i o wielu innych świętych postaciach, świętym Stanisławie Kostce. Popatrzmy na nich i zobaczmy jak wiele cierpliwości musieli mieć oni w swoim życiu, aby dojść do prawdy o Panu Bogu,o człowieku, aby zrozumieć,że życie to nie jest tylko pasmo sukcesów, pasmo radości. Jest to często powikłane ze złem, cierpieniem, ze śmiercią, zmaganie, którego ostatecznym celem jest Bóg. Spróbujmy może, czując może żar z nieba, trudy pielgrzymowania, bolące nogi i inne rany jeszcze bardziej zrozumieć, że wiara to jest pewien wysiłek. To jest coś co nie dzieje się natychmiast, to jest coś co nie przynosi od razu rezultat. Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby o tym nie wiedział. Wtedy staniemu się prawdziwie błogosławionymi mężczyznami i błogosławionhymi kobietami od Krzyża. Nie tylko tymi, którzy widzą w wierze radość, euforię, entuzjazm, ale widzą rzeczywistość. Widzą Boga, który czasem wydaje się być dalekim, a jest bardzo bliski jak ten Oblubieniec z dzisiejszej Ewangelii.